poniedziałek, 20 lutego 2012

Głodówka - na zdrowie i urodę

Głodówka lecznicza to świetny i niezawodny sposób na zdrowie i urodę. Na stronie poświeconej głodówkom czytamy: Człowiek żyje z jednej czwartej swego pożywienia, z pozostałych trzech czwartych żyją lekarze - wiedziano o tym już przed wiekami w kraju faraonów.

I to jest prawda, bo zjadamy dużo i niestety często nie to, co trzeba.


Głodówki nie należy jednak traktować, jako diety odchudzającej, a jako lek odtruwający i oczyszczający organizm.

Kiedyś spotkałam na swej drodze panią Lidię Padberg- Ścibłowską, naturoterapeutkę i specjalistkę w leczeniu głodem. Założyła ona ośrodek leczenia głodem Discimus, we Wrocławiu.
Dość dużo opowiadała mi o metodzie leczenia głodem. Sama prowadzi terapie długoterminowe gdzie nie je się nawet 21 dni i dłużej. Wtedy u niej miałam okazję do zapoznania się z niektórymi wynikami badań osób ciężko chorych. Wyniki były sprzed i po głodówce.
Pani z zaawansowanym guzem piersi, po chemii i ze skierowaniem na mastektomię po 21 dniach głodówki leczniczej nie miała prawie śladu po guzie, a to, co zostało lekarze "dobili" lekami. Chłopiec chory na pęcherzycę po terapii głodem mógł wreszcie ubrać się bez obawy, że porani sobie skórę. W tym wypadku niestety choroba nie jest całkowicie uleczalna jednak jej objawy zostały złagodzone do minimum.
Pamiętam, ze Pani Lidia opowiadała o pierwszych dniach głodówki i przykrych objawach, jakie temu towarzyszą, zwłaszcza przy pierwszej głodówce. I ma to swoje uzasadnienie w detoksie organizmu. To, co latami "ładowaliśmy w siebie zaśmiecając i trując organizm teraz zaczyna wychodzić.
I tak w pierwszych dwóch dniach możemy odczuwać bardzo silne bóle głowy. Poza tym jakiś czas utrzymuje się nieprzyjemny zapach z ust, co tez jest efektem oczyszczania. I mogą nam sie zdarzyć pryszcze na całym ciele, bo poprzez skórę też organizm wyrzuca z siebie toksyny.

W domu warto od czasu do czasu stosować sobie lecznicze głodówki, jednak nie dłuższe niż 1-3 dniowe. Takie jest moje zdanie. Dłuższe głodówki powinny się już odbywać pod okiem specjalisty lub lekarza. Też je polecam, ale nie do samodzielnego stosowania.

Do głodówki trzeba sie przygotować, tu nie jest tak, że po prostu stwierdzamy, ze nie jemy dziś i już. Nie.
Najlepiej zaplanować głodówkę na czas wolny, czyli weekend lub urlop. Na kilka dni przed planowana głodówką należy już ograniczyć spożycie nadmiernych kalorii i najlepiej przejść na lekkostrawną dietę wegetariańską z większą niż zwykle ilością spożywanych warzyw i owoców. Ograniczyć tu trzeba także nabiały i słodycze oraz cukier. Najlepiej zrezygnować tez z kawy i mocnej herbaty, a te ostatnie zastąpić ziołowymi. Dzień przed głodówką po południu już ograniczyć do minimum jedzenie, a najlepiej na kolację zjeść małe jabłko lub mandarynkę. I od rana zaczynamy głodówkę.
W trakcie jej trwania powinniśmy pić duże ilości wody mineralnej, która nie tylko zapełni nam żołądek, ale też pomoże usunąć złogi toksyn.
Tu ważne by wodę pić małymi łykami powoli raczej częściej a nie więcej raz a dobrze.
Po zakończeniu głodówki, czy to jedno, czy to trzydniowej też powoli wychodzimy z niej utrzymując właściwą dietę.
Pamiętajmy, najwięcej śmiertelnych wypadków po długotrwałych głodówkach następowało w wyniku łapczywego rzucenia się na jedzenie.
Uważać też trzeba przy tych krótkoterminowych głodówkach. Po okresie głodówki należy zacząć przyjmowanie pokarmów w małych ilościach i lekkostrawnych. Na początek 100-200 gram soku owocowego lub jedna mała mandarynka. W dalszym ciągu pijemy dużo wody. Na obiad można już sobie pozwolić na maleńką miseczkę lekkiej i „cienkiej” zupy, a najlepiej bulionu warzywnego.
Generalnie jest zasada, ze tyle ile trwałą głodówka tyle powinno trwać wychodzenie z niej. Czyli po 3 dniach głodówki 3 dni wychodzenia z niej.
W tym czasie raczej pijemy soki warzywne i owocowe – najlepiej świeżo wyciśnięte, następnego dnia wprowadzamy lekkostrawne owoce plus soki i w końcu lekkie zupki.
Nie będę tu pisała o głodówkach długoterminowych, bo to powinno się przeprowadzać pod okiem specjalisty, który dokładnie powie jak się przygotować i jak potem wyjść z takiej głodówki.
Dla mniej „zdesperowanych” w naprawianiu swego organizmu polecam oczyszczanie pół głodówkowe. Jest to też dobre na częstsze powtarzanie raz na kilka tygodni. Mam na myśli dietę sokowo głodówkową. Zasada jest tu podobna jak w głodówce całkowitej, tyle, że prócz wody wprowadzamy do menu świeże soki warzywne.
Do tej diety też przygotowujemy się podobnie jak do głodówki i podobnie z niej wychodzimy tyle, ze możemy już wprowadzić owoce i warzywa oraz lekkie buliony. Wszystko w małych ilościach i powoli. Częściej, ale mniej.
Po zakończonej głodówce warto przeanalizować swoje zwyczaje żywieniowe i na stałe wprowadzić do diety pewne produkty, a inne wyeliminować.

czwartek, 22 grudnia 2011

Idą Święta :)

Święta Bożego narodzenia to przede wszystkim czas rodzinny, dzielenia się sobą, jak niektorzy czynią to opłatkiem.
Ale zanim nadejdą i wszyscy zasiądą do wspólnego biesiadowania jest czas intensywnych prac domowych. Najważniejszym pomieszczeniem jest kuchnia, z której dochodzą zapachy, dla mnie juz na zawsze kojarzące się z magią świąt. Aromaty cynamonu, imbiru, pomarańczy, barszczu i grzybowej. Dla mnie to smak i zapach dzieciństwa. Dreszcz wyczekiwania :)

Taki aromat wypełniajacy cały dom można uzyskać dekorując go pomarańczami nabitymi goździkami. W ładną pomarańczę z cienką skórką wbijamy ostrym końcem goździki i układamy między świerkowymi gałązkami. A aby zapach był jeszcze bardziej świąteczny możemy zrobić osłonkę na świeczkę z lasek cynamonu związanych parcianym sznurkiem. Wokół rozsypać kilka gwiazdek anyżu.
Można też dodać kilka małych szyszek.



 Święta nie mogą obyć sie bez barszczu, w każdym razie u mnie w domu jest to pierwsza potrawa, jaką podajemy. A barszcz wigilijny musi byc na zakwasie z buraków.

Zakwas z buraków

W dużym słoju, a jeszcze lepiej w kamionkowym naczyniu układamy umyte i obrane buraki pokrojone w ćwiartki. Między nie wciskamy 2-3 ząbki czosnku (do większego naczynia 3 ząbki do mniejszego maksymalnie dwa). Wszystko zalewamy letnią, przegotowana wodą, a na wierzch dajemy skórke od chleba. Przykrywamy gazą lub płócienną ściereczką i odstawiamy na kilka dni w ciepłe miejsce. Po maksymalnie 2 dniach trzeba zdjąć skórkę od chleba i zostawić jeszcze buraki. Kiedy zakwas jest gotowy zlewamy do butelki i trzymamy w lodówce.

Święta nie mogą się też obyć bez słodkości.
Jak zawsze tradycyjnie pieczemy kruche ciasteczka. Przepis na kruche i półkruche ciasta i ciastka znajduje się tutaj: Kruche i półkruche ciasta
Aby było bardziej świątecznie dodaję do przepisu świeżo starty korzeń imbiru i odrobinę cynamonu. Aromat w domu cudowny a smak jeszcze lepszy,

Po kolacji wigilijnej czas na kompot z suszu i ciasta. Moimi ulubionymi są sernik i makowiec mojej mamy.

Makowiec na szklanki

1 szklanka maku suchego
1 szklanka cukru
1 szklanka mąki tortowej
1 szklanka bakalii
1 szklanka jajek (około 4-6 jajek zależnie od wielkosci jajka)
1 szklanka oleju słonecznikowego (mozna zastąpić rozpuszczoną i wystudzoną kostką masła)
1 łyzeczka proszku do pieczenia

Wszystko razem mieszamy dokładnie łyżką i wlewamy do formy keksowej. Pieczemy około 40-50 minut w 180 st C.

Sernik z mascarpone

Ciasto kruche na spód:

300 gr mąki
175 gr cukru
100 gr mielonych migdałów lub orzechów (nie są konieczne ale lepszy smak)
szczypta cynamonu
jeden cukier waniliowy
szczypta soli.
225 gr masła
1 jajko


Suche składniki wymieszać, dodać jajko i masło, zagnieść kruche ciasto. Schłodzić.
Ponad połową ciasta wyłożyć blachę lub tortownicę o szerokosci 26 cm.

Masa serowa:

4 jajka
175 gr cukru
ubić na puszystą masę

do tej masy dodać 250 gr serka mascarpone (jedno opakowanie) i 500 gr twarogu (ja daję ten z wiaderka na serniki).
Całość dokładnie wymieszać.
Do masy dodać kieliszek rumu lub likieru amaretto (bez alkoholu nie jest taki smaczny i puszysty ale można sobie odpuscić jak ktoś nie ma) i jedno opakowanie budyniu (najlepiej waniliowy lub śmietankowy).
Masę dokładnie zmiksować i wylać na ciasto. Udekorować owocami. Ja daję mandarynki lub brzoskwinie z puszki. Na to posypać resztą ciasta kruszonego, tak by przykryć cały sernik.

Pieczemy w 180 do 190 st. Celciusza około 1 do 1,5 godziny.

Po około 35 minutach mozna ciasto przykryć folia aluminiową by nie przypaliła się kruszonka.
Po ostudzeniu posypać cukrem pudrem.

A na koniec wieczoru najważniejsza część, zwłaszcza, jeśli w domu mamy dzieci. Prezenty pod choinką

Życzę wszystkim zdrowych, spokojnych i smakowitych 
Świąt Bożego Narodzenia

sobota, 5 listopada 2011

Królowa Jesieni, czyli o Dyni raz jeszcze

Dynia jesienią króluje u mnie w domu. Sporo o niej pisałam wcześniej  można przeczytać o tym TUTAJ
Ale ostatni weekend listopadowy przyniósł ze sobą nowe dyniowe rapsodie.
Przyjechali do mnie przyjaciele i wspólne pichcenie w kuchni oczywiscie miało dyniowy posmak.

Na obiad była zupa z dyni (przepis podany w poprzednim poście o dyni) oraz potrawka z kurczaka z dyniową nutą.
Przyznam, ze to była improwizacja, ale wyszła pysznie.

Dyniowa potrawka z kurczaka

2 duże piersi z kurczaka kroimy w dużą kostkę i podsmażamy na małym ogniu. Ja do tego dodaję kilka kropel oleju sezamowego oraz sos sojowy. Do tego dodajemy drobno posiekaną paprykę czerwoną (lub inną), posiekaną cebulę oraz małą puszkę kukurydzy. Wszystko razem podduszamy aż mięso będzie miękkie.


Do podduszonej potrawki dodałam pokrojoną w kostkę dynię i całosć pod przykryciem dusiłam aż dynia będzie miękka.
Oczywiście nie można zapomnieć o przyprawach. Ja dodałam czosnek, sól ziołową oraz dość sporo świeżego startego imbiru.

Taką potrawkę podałam z makaronem ryżowym z dodatkiem tapioki. Ale ze zwykłym makaronem lub ryzem ugotowanym np w curry na pewno byłaby równie smaczna.


Dyni zostało sporo, nawet po ugotowaniu zupy i upieczeniu ciasta dyniowego, toteż zrobiliśmy z niej wspólnie drzem dyniowo-jabłkowo-pigwowy.
Dynię oraz kilka jabłek i dwie pigwy z dodatkiem skórki pomarańczowej i startego korzenia imbiru należy dokładnie dusić aż produkty uzyskają jednolitą konsystencje dżemu. Na koniec cukier i jeszcze trochę dusić całość. Potem do słoiczków i mamy gotową marmoladę. Pyszna z chlebem lub do naleśników.

Przyjaciele przywieźli ze sobą jeszcze jedną dynię, z którą "zaszalałam" wczoraj. Mama podała mi przepis na pyszne ciasto z dodatkiem owoców, pomyślałam więc, czemu by nie z dynią.

Ciasto dyniowe 

Składniki:

5 jajek
1 szklanka cukru
1/2 szklanki oliwy
2 niepełne szklanki mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
owoce - u mnie tym razem pokrojona w kostkę dynia

Wykonanie

Jajka i cukier ubić bardzo dokładnie na puszystą masę. Do tego dodać oliwę i znów dokładnie zmiksować. Na koniec mąkę i proszek do pieczenia. Ja dodałam jeszcze mała garść sezamu i mała garść popingu z amarantusa. Dokładnie zmiksowane ciasto wylewamy na blachę i pieczemy w 170-180 stC 1 godzinę.


Ciasto zniknęło u mnie jeszcze wczoraj, na szczęście dyni trochę zostało, wiec dziś upiekę kolejne.






Z pozostałej dyni zrobiłam placuszki śniadaniowe. Przygotowujemy ciasto jak na naleśniki, jajko plus mąka, odrobina proszku do pieczenia i trochę mleka. Ja oczywiście dodałam też poping z amarantusa i sezam. Ciasto powinno mieć konsystencję nieco gęstszą niż ciasto na naleśniki.
Wszystkie składniki dokładnie trzeba zmiksować a na koniec dodać startą na tarce dynię. Ja dodałam też jednego banana. Smażymy na złocisty kolor.
Podałam to polane syropem sosnowym, ale można i z cukrem pudrem lub bitą śmietaną. Jak kto lubi.

Dyni jeszcze zostało toteż pokroiłam wszystko w kostkę i zamroziłam na później. Zostało jej sporo toteż na ciasta, potrawki czy zupę wystarczy, a kiedy spadnie śnieg, jej słoneczny kolor rozgrzeje nas na pewno.

Życzę udanych wypieków i smacznego.

sobota, 15 października 2011

Czekoladowe rozkosze

Czekolada jest jak sex. Smak kocha się z językiem, kiedy ta lepka cudowność spływa  w nasze wnętrze niczym poezja zmysłowych rozkoszy. Łączona z aromatami korzennych przypraw kusi grzesznymi obietnicami. Z nutą chilii rozpala, a z lodem chłodzi w upalne dni. Pita z kieliszkiem rumu przenosi w czasie, ukazując lud Majów.
To właśnie im zawdzięczamy tę kakaową cudowność i śmiem twierdzić, że był to tysiąckroć ciekawszy wynalazek od kalendarza zwiastującego zagladę.
I jak na grzeszną panią przystało może uzależniać, zawiera bowiem pewne ilości śrdoków psychoaktywnych takich jak kofeina, fenyloetyloamina, annandamid i teobraminę. Ta ostatnia to główna winowajczyni uzleżnień, a spor jej zawiera gorzka czekolada. Poza tym zawiera też sporo magnezu.
Uważana jest za afrodyzjak, poprawia humor i niestety pozostaje w biodrach. Ale jest warta i tego grzechu.
Czekoladę wyrabia się z ziaren kakaowca, jednak pierwsze pitne czekolady nie bardzo można było zaliczyć do smacznych napojów. Były bowiem bardzo gorzkie.

Czekoladę dziś można dostać w rożnych wariantach i postaciach. od pitej na gorąco, poprzez tradycyjną w tabliczkach, a skończywszy na pralinkach, nadziewanych cukierkach i polewach do ciast. Można z niej też przygotować rozkoszne smakołyki dla każdego, od malucha do strauszka.

U mnie w domu od kilku lat furorę robi ciasto czekoladowe na bazie przepisu Nigelli Lawson, ktory podawała w programie po święconym czekoladzie. Jest to kaloryczna bomba znikająca w mgnieniu oka z blachy.

Ciasto Czekoladowe Nigelli

400 gram gorzkiej czekolady rozpuścić w kipieli wodnej wraz z kostką masła. Lekko przestudzić. Do płynnej masy czekoladowej dodać 4 jajka i dokładnie ubić mikserem. Do masy dodac opakowanie cukru waniliowego oraz pół szklanki cukru i dokładnie ubić. Tu uwaga, jeśli do ciasta dodajemy słodką, mleczną czekoladę to należy zrezygnować z cukru, gdyż ciasto będzie za słodkie.. Na koniec dodajemy 225 gram mąki pszennej.
Przekładamy do formy i pieczemy około 25 minut w 180 st C. Ciasto jest gotowe, kiedy góra jest nieco jaśniejsza.

 Poddajemy posypane cukrem pudrem.

Do cista można dodać migdały, orzechy, a nawet odrobinę sproszkowanego chili, jeśli ktoś lubi ostrą czekoladę.

W ciepłe dni, kiedy syn zaprasza kolegów, robię czasem

Deser czekoladowy

Skład:
150 gr pianek (do kupienia w każdym spożywczym, jak ktoś nie wie, to te, co w amerykańskich filmach piecze się na biwaku )
250 gr gorzkiej czekolady
4 lyżki wrzątku
50 gr masła
280 ml śmietany kremówki

Wszystkie składniki poza śmietaną rozpuścić w rondelku na jednolitą masę.
Kremówkę ubić na gęsty krem i połączyć z wystudzoną masą piankowo czekoladową. Przełożyć do pucharków i schłodzić w lodowce około 2 godzin.

A na chłodne wieczory polecam czekoladę na gorąco. Ale nie tę kupioną w sklepie. Podaję prosty i juz sprawdzony przeze mnie przepis. nie jest tak kaloryczny jak tez zawartością śmietany kremówki ale równie smaczny.

 Czekolada na gorąco 

Skład:

2 kubki mleka
100 gram gorzkiej pokruszonej czekolady
2 łyżeczki miodu lub cukru trzcinowego (jak ktoś lubi bardzo słodkie to więcej według uznania)
przyprawy korzenne, takie jak cynamon, imbir, goździki, chili, wanilia
dla dorosłych można dodać kieliszek rumu

Wszystkie składniki poza alkoholem wrzucić do rondelka i powoli ogrzewać aż czekolada się rozpuści.
Na koniec można dodać rum i chili, jeśli ktoś lubi czekoladę na ostro. Przelać odcedzoną do kubeczka i pić gorącą.


Najlepiej smakuje przy filmie "Czekolada" ze zmysłową Juliette Binoche i seksownym Johny Deepem


czwartek, 13 października 2011

Rozgrzewka Grzańcem

Pisałam już wcześniej, że kiedy w moim domu pojawia się dynia, to czas, że nadeszła jesień. Ale kiedy zaczyna królować u mnie grzaniec, to znak, że nadszedł czas chłodu.
Tak naprawdę nie wiadomo kto i kiedy wpadł na pomysł podgrzewania wina lub piwa, ale wiadomo, że grzańce przygotowywane na bazie tych trunków, znane byly juz w średniowieczu i nazywane Ypocras lub Hipocris, na część słynnego lekarza Hipokratesa. Jednak długie lata grzańce były gościem tylko na możnych i królewskich stołach. Prześcigano się w tworzeniu nowych smaków. Z czasem wykorzystywano już do nich miody pitne, wódki, likiery oraz rum. Dziś grzańcem nazywa się też czasem herbatkę z "prądem", a najsmaczniejsza jest z miodem i rumem. 
Grzaniec to nie tylko smaczny napój rozgrzewający. W chłodne i mroźne dni oczywiście potrafi nas rozgrzać niezgorzej od partnera, a czasem bardziej, a do tego zabezpiecza przed infekcjami. A jeśli już ktoś "podłapie" grypę lub przeziębienie, świetnie radzi sobie z jej przegonieniem. Do tego działają antydepresyjnie, co jest ważne w okresie przesilenia, gdy coraz mniej grzeje nas slońce.


Grzańce tworzy się na bazie mocno ogrzanych alkoholi, oraz przypraw korzennych, miodu, czasem żółtka. Najbardziej popularne grzańce to te, na bazie wina, piwa i rumu. Ten ostatni dodaje się do herbat. Jest też głównym składnikiem popularnego zwłaszcza wśród żeglarzy grogu..


Poniżej podaję swoje sprawdzone przepisy na grzańce.

Grzaniec I
Butelka czerwonego wina, najlepiej specjalnego do grzańców
laska cynamonu
7 goździkow
2-3 gwiazdki anyżu
5 sporych plastrów świeżego korzenia imbiru
jedna pomarańcza (pokrojona w plastry)
dwie duże łyżki miodu (ja lubię słodkie grzańce ale można dać mniej)


Wino podgrzać wraz z podanymi składnikami. Uważać by nie zagotować. Gorące przelać do specjalnych szklaneczek lub zwyczajnie w kubku. Pić małymi łykami póki gorące.


Grzaniec II


Butelka dowolnego piwa
2-3 goździki
laska cynamonu
duża łyżka miodu
2 cm korzenia imbiru drobno pokrojonego


Składniki razem podgrzewać na małym ogniu. Nie dopuszczać do zagotowania. Podawać i pić gorące.


Grzaniec III (przepis na litr)


2,5 szklanki zaparzonej czarnej herbaty
1 szklanka rumu 
0,5 szklanki soku z cytrusów najlepiej świeżo wyciśnięte
1-2 laski cynamonu
2,5 cm korzenia imbiru pokrojonego drobno
kilka goździków
2-3 łyżki miodu do smaku
skorka z cytrusów dla aromatu


Podobnie jak w powyższych przepisach wszystko razem zmieszać i podgrzać, podawać gorące.


Dobrym dodatkiem do wszelkich grzańców oraz herbat zimowych są przyprawy korzenne. Laskę cynamonu można wykorzystać 2 do 3 razy i jest dużo lepsza niż mielony cynamon. Ja czasem dodaję też trochę startej gałki muszkatuowej a także gwiazdki anyżu. Z obranych cytrusów zachowuję skórkę, wcześniej drobno pokrojoną i wysuszoną. Taki dodatek do herbat lub grzańców dodaje im pięknego aromatu.
Można tez dodać odrobinę wanilii.

Składniki komponuję według upodobań i smaku, a przyprawy korzenne dodaję nawet do gotowych grzańców. Wolę też przygotowywać je na bazie win słodkich lub pósłodkich, jeśli nie mam pod ręką typowych przeznaczonych do rozgrzewki.



A najbardziej lubię jesienne wieczory, gdy za oknem hula wiatr, deszcz zacina w szyby, a ja ze szklaneczką grzańca siadam w swoim kąciku z książką i znikam w jej wymiarach. To najfajniejsza rzecz jesienią. :)