Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdrowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdrowie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 lipca 2016

Jaglane śniadanie (smoothie)

Dziś na śniadanie jaglane smoothie.

Miks kaszy jaglanej z kurkumą i kardamonem, do tego owoce: mango, nektarynka, melon i ananas.
Wszystko razem zmiksowane i podane mocno schłodzone.

Palce lizać. Mniam

Polecam wcześniej nieco zmrozić owoce pokrojone w kostkę. Można z tego zrobić jaglany sorbet. Na upalny poranek pełne orzeźwienie.

sobota, 2 lipca 2016

Woda owocowa - zdrowia nam doda

W sklepach można kupić wiele smakowych wód pseudo owocowych. Niestety te gotowe mają dużą zawartość cukru oraz sporo konserwantów.
Co zatem w zamian?

Na upalne dni idealne są wody owocowe. Wystarczy do dzbanka lub dużego szklanego słoja wrzucić ulubione owoce, kilka listków ziół - np orzeźwiającej mięty, rozmarynu czy melisy, kwiatów rumianku, zalać to wszystko niegazowaną wodą mineralną, albo przegotowaną i wystudzoną zwykłą wodą i wstawić do lodówki. W upalny dzień można dodać też kilka kostek lodu.
Tak przygotowana woda nie tylko orzeźwia i gasi pragnienie, ale jest bogata w witaminy, oraz mikro i makro elementy.
Wody owocowo smakowe przygotowane w domu są też dużo smaczniejsze, niż te kupne. Można wzbogacić je o ulubione smaki.
Ja bardzo lubię te z arbuzem, cytryną i miętą (na zdjęciu w mojej wodzie są jeszcze nektarynki). Ale pozwalam sobie i na inne szaleństwa, jak limonka, ogórek i mięta. Albo w sezonie truskawki z limonką lub cytryną i melisą.
Idealne na upały są wody z owocami malin, jagodami, porzeczkami czy agrestem. Do takich wód można dodać zioła, a nawet przyprawy korzenne jak plasterki imbiru czy kilka goździków. Gruszka, jabłko, mięta i laska cynamonu z plastrami imbiru podana z kostkami lodu, jako woda smakowa cudownie gasi pragnienie latem, jak zimą podana na ciepło rozgrzewa.
Tylko od naszej inwencji zależy jak skomponujemy naszą zdrową wodę.
Można jej pić dużo, ale aby dobrze gasiła pragnienie warto pamiętać, by pić ją małymi łykami i powoli. Wtedy dobrze nawodnimy organizm i skorzystamy z dobrodziejstw zawartych w owocach minerałów i witamin.
W sprzedaży są teraz dostępne specjalne bidony, z wkładem na owoce, toteż butelkę zimnej wody z owocami można zabrać na spacer, do pracy, na wycieczkę, rowerowe szaleństwo.
Na zdjęciach moja wersja wody z arbuzem, cytryną, melisą, miętą i nektarynką. Oraz kilka inspiracji znalezionych w internecie.


foodwithpassionbydominika.blogspot.com


sekrety-zdrowia.org


lifemanagerka.pl

czwartek, 4 lutego 2016

Humus i pasta z kiszonych orzeszków

Dziś na śniadanie chrupkie pieczywo kukurydziane z pastami. Pierwsza to humus curry a druga to pasta z kiszonych orzeszków ziemnych.
Na te ostatnie przepis podaję TUTAJ


Humus curry robi się bardzo prosto. Ugotowaną na miękko cieciorkę należy zblendować z przyprawą curry oraz innymi do smaku. Ja dodałam jeszcze kilka suszonych pomidorów. Do tego łyżkę Tahini (pasta z sezamu) i kilka łyżek oliwy - u mnie ta z pomidorów suszonych.

I śniadanie pierwsza klasa :) Z herbatą imbirową do popicia i dzień nabrał smaku.

wtorek, 28 kwietnia 2015

Zimny chrupnik - czyli chłodnik z chrupiącymi warzywami

Chłodnik ma być chłodny i ma być chrupiący. Takie właśnie lubię. Toteż dorzucam do nich wszystko co da się chrupać, a podstawą zawsze są rzodkiewki.
Pewnie każdy zna chłodnik litewski na bazie kefirów i botwinki. Ale chłodniki to generalnie wszelkie zupy na zimno. Andaluzyjskie Gazpacho, bałkański tarator i chłodnik litewski to najbardziej znane chłodniki, jednak odmian jest wiele. Niektóre z nich są na bazie kefirów, jogurtów czy maślanki, do których dorzucamy różne warzywa lub owoce.
Inne chłodniki jak np wspomniane gazpacho lub afrykański chłodnik dyniowo jabłkowy, to podane na zimno musy z warzyw lub owoców. I choć przyjęło się, że chłodniki to idealne potrawy na upalne dni, to jednak na upał czekać nie trzeba. Bo  chłodniki są nie tylko pożywne i sycące, ale też bardzo zdrowe. Świeże, chrupiące warzywa, zioła, przyprawy nadają niepowtarzalny smak ale są niczym witaminowe bomby zdrowia.

Ja dziś zrobiłam sobie chłodnik na bazie kefiru, z dodatkiem chrupiących rzodkiewek, ogórka, selera naciowego, jajka i posiekanej kolendry. Wszystko doprawione czosnkiem, czubricą oraz mielonym kminem. Znajomi na portalu społecznościowym zaproponowali wymyślić dla niego nazwę. Póki co został Chrupnik (chłodny, zimny )

Uwielbiam też inne wersje chłodników, ale te podam przy innej okazji.
Polecam też sięgnąć po przepisy na chłodnik na podanych niżej stronach:

Smaker - chłodniki
Tarator
Puszka - chłodniki

Przepis na Zimny Chrupnik

(na duży garnek)


2 litry kefiru
2 jajka
2 ogórki zielone
1 pęczek rzodkiewek
garść posiekanej kolendry
garść posiekanego selera naciowego
3 ząbki czosnku
kmin mielony (ok. pół łyżeczki)
czubrica czerwona (ok. pół łyżeczki)
sól ziołowa do smaku

Kefir mieszamy trzepaczką z przyprawami i czosnkiem, potem dodajemy warzywa pokrojone w kostkę (ma chrupać), posiekane jajka (nie za drobno), mieszamy dodajemy zioła, mieszamy i odstawiamy do lodówki.
Taka ilość wystarczy mi na dwa dni i na kilka dań :)

Upałów może nie ma, ale po kuracji antybiotykowej (niestety trafiła mi się :(  ) taki chłodnik to samo zdrowie i siła.

Życzę smacznego



piątek, 12 września 2014

Domowy serek topiony smaczny i zdrowy

Ostatnio koleżanka wspomniała, ze zrobiła domowy ser topiony. Nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała.
Przekopałam internet w poszukiwaniu przepisów i jak się przekonałam, baza jest identyczna, a smaki według uznania. A ser topiony robi się banalnie prosto.

0,5 kg twarogu (u mnie z racji diety chudy)
1 łyżeczka sody oczyszczonej
2 żółtka
przyprawy do smaku.

Twaróg rozgnieść na jednolitą masę, zeby nie było za dużo grudek. To posypać łyżeczką sody i dokładnie wymieszać. Chwilę odczekać i dodać ulubione przyprawy. U mnie to ziarna czarnuszki, czosnek niedźwiedzi, sól, kolendra, pieprz, odrobina chili, czosnek granulowany i mieszanka ziołowa własnego autorstwa. Oraz kumin, w którym ostatnio się rozkochałam.
Dokładnie wymieszany ser z sodą i przyprawami należy powoli podgrzewac w kipieli wodnej lub na małym ogniu. Ja podgrzewałam w rondelku z nieprzywierajacym dnem.
Cały czas trzeba mieszać. Ale robi się szybko. Pod koniec gdy cała masa była już roztopiona i gładka, dodałam dwa żółtka i mieszając trzepaczką chwilę jeszcze podgrzewałam. Na koniec przelałam do szklanego naczynia.
Po wystygnięciu można smarować nim chlebek.
Serek znika błyskawicznie, taki jest pyszny :D



sobota, 21 grudnia 2013

Pterodaktylowwe ciasto Oli (dietetyczne)

Znajoma z pracy podała mi niedawno przepis na dietetyczne ciasto z daktylami. Zdjęcia zachęcały apetycznym wyglądem, ale co po zdjęciu jak smaku się nie zna,
Dziś przy okazji święta Yule i nowego solarnego roku, postanowiłam zrobić Ciasto Oli (bo inaczej go nazywać nie będę) na świąteczne popołudnie.

Okazało się proste w przygotowaniu i przepyszne. Smakowało zarówno mnie, jak i dziecku. I nadal smakuje, bo co rusz któreś z nas biegnie do kuchni po kolejny kawałek.

Poniżej podaję przepis na ten "Raj w gębie". Z dobrych źródeł, czyli od samej Oli, wiem, że można to ciasto urozmaicić dodając np jabłka lub inne ulubione owoce. następnym razem wypróbuję też wersję z orzechami i migdałami.
Przepis podaję w wersji oryginalnej, ale polecam dodać mniej cukru lub wcale, jeśli damy więcej suszonych daktyli. Bo one same w sobie są już słodkie.

DIETETYCZNE CIASTO OLI Z DAKTYLAMI

1,5 szklanki tartej marchwi
1 szklanka platków owsianych
0,5 szklanki otrąb pszennych
0,5 szklanki brązowego cukru
0,5 szklanki mleka
3 jajka
3 łyżki oliwy
pół łyżeczki proszku do pieczenia
łyżeczka cynamonu
szczypta soli
garść posiekanych daktyli
garść rodzynek lub bakalii (ja dodałam mieszankę keksową)

Wszystkie suche składniki wymieszać w misce. W drugiej misce zmiksować mleko, jajka i oliwę. Do tego dodać utartą marchew i daktyle z rodzynkami. Wymieszać dokładnie. Dodać suche składniki i raz jeszcze dokładnie wymieszać (ja mieszałam łyżką).
Przelać do małej keksownicy wyłożonej papierem i piec około 40-50 minut w 160-180 st. C

To ciasto na pewno będzie królowało u mnie przy okazji małych słodyczowych zachcianek.

Pozdrawiam i smacznego.



Królowa z miną kwaśną


Kapusta kiszona, bo o niej tu mowa jest może za mało doceniana przez nas i traktowana po macoszemu. A to błąd. Jesienią i zimą, ta skwaszona panna powinna jak najczęściej królować na naszych stołach. Jest bowiem wspaniałym źródłem witamin i minerałów, o które nie tak prosto w tych porach roku. Zawartość witaminy C jest imponująca i możliwe, iż przy niej chowają się nawet cytrusy. Dlatego warto ją jeść i tym samym wzmacniać swoją odporność.  Poza tym zawiera duże ilości witaminy P i PP oraz witamin z grupy B, w tym tak ważną B12. Zawiera też sód, potas, wapń, żelazo i magnez. Zawiera też siarkę, dzięki której nasz wygląd poprawi się znacznie. Pomaga nam w walce z sezonowymi chorobami, takimi jak katary, przeziębienia a nawet grypy. Do tego reguluje temperaturę ciała i zwalcza wiele groźnych bakterii i wirusów (podobno nawet gronkowca złocistego i sporo pasożytów). Co więcej, wiele wskazuje też na to, że ta kiszona królewna polskich stołów jest nieoceniona w profilaktyce chorób nowotworowych.
I co najważniejsze, jest niskokaloryczna, więc idealnie się nadaje dla osób odchudzających się.Najzdrowsza jest oczywiście świeża, nie poddana obróbce termicznej. Osobiście preferuję sałatkę z kiszonej kapusty, którą czasem jadam nie tylko do obiadu. Ja robię tak:

Siekam drobno małą cebulkę plus ścieram na tarce na grubych oczkach, małą marchewkę, czerwoną paprykę posiekaną w kostkę, do tego dodaję ząbek czosnku (albo nie, jeśli w planach mam jakieś wizyty J ). To wszystko mieszam z kiszoną kapustą doprawioną kminkiem, odrobiną chili, solą i pieprzem oraz odrobiną cukru brązowego, by nabrała winnego smaku. I łyżką oleju.
Lubię taką sałatkę nie tylko do dań z ryby ale też jako dodatek do chrupiących grzanek, albo chleba z masłem. 
Kapusta kiszona to też nasze tradycyjne bigosy. Zapewne każda Pani domu (tudzież gotujący Panowie) mają swoje własne przepisy na bigosy.  Osobiście preferuję te z niewielką (a nawet całkowicie pozbawione) ilością mięsa. Za to grzybów powinny mieć sporo. I koniecznie powinien być doprawiony odrobiną czerwonego wina.
Przyznam też, że smaki bigosu na śnieżnych kuligach z wczesnego dzieciństwa zapamiętałam do dziś.
Poniżej podaję przepis na bigos według mojego smaku

Bigos staropolski nieco zmodyfikowany.
  • 1 kg  kiszonej kapusty
  • ziele angielskie
  • 1 łyżeczka chili
  • 1 łyżeczka kminku
  •  liść laurowy
  • Mały koncentrat pomidorowy w puszcze
  • 2 kieliszka czerwonego wina (ja dodaję słodkie lub półsłodkie)
  • 3 łyżki  masła
  • 2 duże cebule
  • 6 suszonych śliwek
  • 30 g  suszonych grzybów
  • Mięso według uznania, może być kiełbasa, boczek, lub inne) 
  • Pieprz i sól do smaku

Kapustę kroję i odciskam nieco z soku, ale nigdy nie płuczę. Wrzucam do dużego garnka i podlewam winem. Gotuję to na małym ogniu około 40 minut do godziny. W tym czasie namaczam suszone grzyby i śliwki. Po godzinie wraz z wodą w której się moczyły dodaję do kapusty wraz z przyprawami. I dalej na małym ogniu duszę wszystko.
Jeśli ktoś chce dodać mięso to teraz warto je posiekać i podsmażyć na maśle a następnie dodać do kapusty.
Na koniec dodaję posiekaną cebulę oraz koncentrat pomidorowy (nie powinno się go dawać wcześniej gdyż przedłuży to czas gotowania do miękkości kapusty).
Bigos jest gotowy gdy kapusta jest bardzo miękka.

Najlepiej smakuje następnego dnia. Przed podaniem czasem zapiekam go w kamionkowym naczyniu, zamiast podgrzewać tradycyjnie. Smakuje wybornie z chlebem domowym lub bułeczką z kiszoną kapusta.

Ten ostatni przysmak odkryłam dopiero teraz. Znalazłam go w kwartalniku Piękno i pasje. Bułeczki okazały się smakowite z masłem, ale idealnie też będą pasowały do pieczonych mięs na święta i do bigosu.



250 gr świeżej kiszonej kapusty
1 cebula szalotka
3 plastry gotowanej szynki (ja nie dałam bo przechodzę na wege)
1 łyżka masła (dałam olej kokosowy)
sól, pieprz, kminek do smaku
500 gr mąki
pół kostki świeżych drożdży
1 łyżka cukru
ok. 250 mil mleka

Szalotkę drobno posiekaną oraz szynkę pokrojoną w kostce podsmażyć aż do zeszklenia cebuli na maśle (oleju). Dodać kapustę i dusić około 15 minut na małym ogniu.
Doprawić do smaku jak kto lubi.
Drożdże rozpuścić w niewielkiej ilości mleka i cukru z odrobiną mąki. Odstawić na chwilkę by podwoiły objętość.
Polowe mąki, mleko i zaczyn drożdżowy wymieszać w misce. Dodać wystudzoną kapustę, resztę mąki i dokładnie zagnieść ciasto. odstawić na około godzinę do wyrośnięcia w ciepłym miejscu.
Piekarnik nagrzać do 200 st. C. Z ciasta formować małe bułeczki. Piec około 40-45 minut. Aby skorka była chrupiąca można na sam dół piekarnika wysypać kilka kostek lodu lub wstawić miseczkę z wodą.

Postaram się dodać jeszcze inne przepisy na dania z kiszoną kapustą. Będę wdzięczna także
e za Wasze przepisy, które możecie dołączyć w komentarzach pod postem :)

Pozdrawiam i smacznego.


poniedziałek, 20 lutego 2012

Głodówka - na zdrowie i urodę

Głodówka lecznicza to świetny i niezawodny sposób na zdrowie i urodę. Na stronie poświeconej głodówkom czytamy: Człowiek żyje z jednej czwartej swego pożywienia, z pozostałych trzech czwartych żyją lekarze - wiedziano o tym już przed wiekami w kraju faraonów.

I to jest prawda, bo zjadamy dużo i niestety często nie to, co trzeba.


Głodówki nie należy jednak traktować, jako diety odchudzającej, a jako lek odtruwający i oczyszczający organizm.

Kiedyś spotkałam na swej drodze panią Lidię Padberg- Ścibłowską, naturoterapeutkę i specjalistkę w leczeniu głodem. Założyła ona ośrodek leczenia głodem Discimus, we Wrocławiu.
Dość dużo opowiadała mi o metodzie leczenia głodem. Sama prowadzi terapie długoterminowe gdzie nie je się nawet 21 dni i dłużej. Wtedy u niej miałam okazję do zapoznania się z niektórymi wynikami badań osób ciężko chorych. Wyniki były sprzed i po głodówce.
Pani z zaawansowanym guzem piersi, po chemii i ze skierowaniem na mastektomię po 21 dniach głodówki leczniczej nie miała prawie śladu po guzie, a to, co zostało lekarze "dobili" lekami. Chłopiec chory na pęcherzycę po terapii głodem mógł wreszcie ubrać się bez obawy, że porani sobie skórę. W tym wypadku niestety choroba nie jest całkowicie uleczalna jednak jej objawy zostały złagodzone do minimum.
Pamiętam, ze Pani Lidia opowiadała o pierwszych dniach głodówki i przykrych objawach, jakie temu towarzyszą, zwłaszcza przy pierwszej głodówce. I ma to swoje uzasadnienie w detoksie organizmu. To, co latami "ładowaliśmy w siebie zaśmiecając i trując organizm teraz zaczyna wychodzić.
I tak w pierwszych dwóch dniach możemy odczuwać bardzo silne bóle głowy. Poza tym jakiś czas utrzymuje się nieprzyjemny zapach z ust, co tez jest efektem oczyszczania. I mogą nam sie zdarzyć pryszcze na całym ciele, bo poprzez skórę też organizm wyrzuca z siebie toksyny.

W domu warto od czasu do czasu stosować sobie lecznicze głodówki, jednak nie dłuższe niż 1-3 dniowe. Takie jest moje zdanie. Dłuższe głodówki powinny się już odbywać pod okiem specjalisty lub lekarza. Też je polecam, ale nie do samodzielnego stosowania.

Do głodówki trzeba sie przygotować, tu nie jest tak, że po prostu stwierdzamy, ze nie jemy dziś i już. Nie.
Najlepiej zaplanować głodówkę na czas wolny, czyli weekend lub urlop. Na kilka dni przed planowana głodówką należy już ograniczyć spożycie nadmiernych kalorii i najlepiej przejść na lekkostrawną dietę wegetariańską z większą niż zwykle ilością spożywanych warzyw i owoców. Ograniczyć tu trzeba także nabiały i słodycze oraz cukier. Najlepiej zrezygnować tez z kawy i mocnej herbaty, a te ostatnie zastąpić ziołowymi. Dzień przed głodówką po południu już ograniczyć do minimum jedzenie, a najlepiej na kolację zjeść małe jabłko lub mandarynkę. I od rana zaczynamy głodówkę.
W trakcie jej trwania powinniśmy pić duże ilości wody mineralnej, która nie tylko zapełni nam żołądek, ale też pomoże usunąć złogi toksyn.
Tu ważne by wodę pić małymi łykami powoli raczej częściej a nie więcej raz a dobrze.
Po zakończeniu głodówki, czy to jedno, czy to trzydniowej też powoli wychodzimy z niej utrzymując właściwą dietę.
Pamiętajmy, najwięcej śmiertelnych wypadków po długotrwałych głodówkach następowało w wyniku łapczywego rzucenia się na jedzenie.
Uważać też trzeba przy tych krótkoterminowych głodówkach. Po okresie głodówki należy zacząć przyjmowanie pokarmów w małych ilościach i lekkostrawnych. Na początek 100-200 gram soku owocowego lub jedna mała mandarynka. W dalszym ciągu pijemy dużo wody. Na obiad można już sobie pozwolić na maleńką miseczkę lekkiej i „cienkiej” zupy, a najlepiej bulionu warzywnego.
Generalnie jest zasada, ze tyle ile trwałą głodówka tyle powinno trwać wychodzenie z niej. Czyli po 3 dniach głodówki 3 dni wychodzenia z niej.
W tym czasie raczej pijemy soki warzywne i owocowe – najlepiej świeżo wyciśnięte, następnego dnia wprowadzamy lekkostrawne owoce plus soki i w końcu lekkie zupki.
Nie będę tu pisała o głodówkach długoterminowych, bo to powinno się przeprowadzać pod okiem specjalisty, który dokładnie powie jak się przygotować i jak potem wyjść z takiej głodówki.
Dla mniej „zdesperowanych” w naprawianiu swego organizmu polecam oczyszczanie pół głodówkowe. Jest to też dobre na częstsze powtarzanie raz na kilka tygodni. Mam na myśli dietę sokowo głodówkową. Zasada jest tu podobna jak w głodówce całkowitej, tyle, że prócz wody wprowadzamy do menu świeże soki warzywne.
Do tej diety też przygotowujemy się podobnie jak do głodówki i podobnie z niej wychodzimy tyle, ze możemy już wprowadzić owoce i warzywa oraz lekkie buliony. Wszystko w małych ilościach i powoli. Częściej, ale mniej.
Po zakończonej głodówce warto przeanalizować swoje zwyczaje żywieniowe i na stałe wprowadzić do diety pewne produkty, a inne wyeliminować.

sobota, 13 sierpnia 2011

Rajskie SPA kokosowe


Z samego rana na naszej zielarskiej grupie na fb (Zioła, ziółka, gusła i czarownia na zdrowie) zapachniało kokosem. Temat dyskusji dotyczył oleju kokosowego.
Specyfik to przydatny w każdym domu, nie tylko w kuchni. Pomyślałam, że warto i tu wspomnieć o oleju kokosowym.
Stosuję go już od kilku lat. Jeszcze kiedy syn był niemowlakiem i miał problemy z suchą skórą, sięgałam po olej kokosowy. Teraz sięga po niego sam, smarując buzię przed wyjściem. Cerę ma śliczną.
Ja sama używam go zamiast balsamu do skóry i na skórę narzekać nie mogę, mimo swoich 40 lat. Przyjaciółka z kolei z dobrym skutkiem wcierała go w przesuszone włosy. Efektu można jej tylko pozazdrościć. Skorę zresztą także oliwkuje kokosowym specyfikiem.


A co o oleju kokosowym mówią eksperci?
Ma on opinie jednego z najzdrowszych olei na świecie. Stosowany w kuchni sprawia, że potrawy są delikatne i soczyste, a jednocześnie dietetyczne. Wynika to z tego, że olej kokosowy nie wchłania się w potrawy, jak większość innych olei.
Jest też świetnym środkiem kosmetyczno leczniczym na problemy ze skórą. Łuszczącą się i swędzącą skórę nawilżymy i odżywimy tym olejem.
Ja dodaję często łyżkę tego oleju do ciepłej kąpieli ziołowej. Pod wpływem ciepła pory skóry sie rozszerzają i odżywczy balsam wnika dobrze. Taka kąpiel ma też ten plus, że olej równomiernie jest rozprowadzony na ciało, także na plecy, gdzie często nie da się samemu sięgnąć.

A oto jakie Olej Kokosowy ma właściwości:

- wspiera leczenie tarczycy
- wspiera system odpornościowy
- poprawia prace serca,
- wspomaga metabolizm w tym odchudzanie się
- zawiera wiele unikalnych składników odżywczych, których nie znajdziemy w innych olejach
- antybakteryjne
- antygrzybiczne
- antyseptyczne, wspomaga gojenie się ran, leczy egzemy
- antywirusowe
- odżywcze
- antyzmarszczkowe (tak, tak drogie Panie, ten olej spowalnia starzenie się skóry i wygładza  już istniejące zmarszczki, bowiem zawiera naturalne antyoksydanty zwalczające wolne rodniki)
- likwiduje łupież,
- wzmacnia włosy
- zawiera a


Olej ten sprawdza się bardzo w poważniejszych problemach zdrowotnych, skutecznie lecząc egzemy, łuszczycę typu II, owrzodzenia skóry, łysienie plackowate, opryszczkę, trądzik, kaszel, przeziębienia, syfilis, gorączkę, kamienie nerkowe, problemy trawienne, osteoporozę, łagodzi bóle zębów, bóle miesiączkowe, podnosi odporność organizmu i pomaga na wiele innych dolegliwości.

Kupując olej kokosowy warto wydać parę złotych więcej i zainwestować w naturalny, organiczny olej kokosowy, gdyż na rynku są też tańsze ale mieszane oleje, sprzedawane pod nazwą Olej Kokosowy. 
W naturalnych warunkach ma on konsystencję białego masła, wygląda trochę jak smalec. Powyżej 25 st C staje się płynny.
Najlepiej przechowywać go w lodówce, lub chłodnym i ciemnym miejscu, unikać zaś zostawiania go na słońcu. I mieć pod ręką tak w kuchni, jak i w łazience, a nawet apteczce domowej.

A obok oleju kokosowego warto do diety wprowadzić też miąższ i sok (mleczko) kokosowy, które mają podobne właściwości odżywcze i lecznicze. Jednak nie należy zjadać jednorazowo dużych ilości miąższu kokosowego, raczej rozdzielić sobie go na kilka porcji. Sok zaś schłodzony czy wymieszany z innymi sokami, stanowi doskonały trunek nie tylko na upalne dni. I nadaje się też do drinków .